piątek, 14 grudnia 2012

Obamadon gracilis

Jak już może Państwo wiedzą, pewien wymarły jaszczur z czasów dinozaurów (no, jaszczurka), otrzymał właśnie imię na cześć prezydenta, a konkretniej jego estetycznego uzębienia - Obamadon gracilis, czyli "smukłe zęby Obamy". Nie jest to jednak pierwsze stworzenie nazwane na cześć urzędującego prezydenta. 

Obamadon w lewym dolnym rogu, pod drzewkiem

W 2009 roku imieniem Obamy nazwano pewien rodzaj porostu, pomarańczowy Caloplaca obamaewystępujący jedynie w Kalifornii - w nagrodę za wsaprcie dla nauki.

Caloplaca obamae

Z kolei miesiąc temu, pewien gatunek małej, kolorowej, słodkowodnej rybki otrzymał imię Etheostoma obama, z powodu działań prezydenta w kwestii ochrony środowiska. Równocześnie, na cześć zasłużonych w tej dziedzinie amerykańskich prezydentów i wiceprezydentów nazwane zostały cztery inne gatunki. Z niewiadomych przyczyn postanowiono jednak zrezygnować z poprawności językowej w łacinie i nadano im imiona: Etheostoma gore, Etheostoma jimmycarter, Etheostoma teddyroosevelt i Etheostoma clinton.  

Wymarły gad to nie byle co, ale wszyscy się chyba zgodzą, że rybka ładniejsza.


Etheostoma obama

środa, 12 grudnia 2012

"The Colbert Report" albo "Żona idealna".

Republikański senator z Karoliny Południowej, Jim DeMint, ogłosił, że ustępuje ze stanowiska, żeby stanąć na czele konserwatywnego think tanku, Heritage Foundation. To sprawia, że gubernator stanu, Nikki Haley, będzie musiała mianować nowego senatora, na dwa lata, do czasu przedterminowych wyborów w 2014 roku. Co w tym ciekawego? Otóż, wedle sondaży, mieszkańcy Karoliny Południowej najchętniej widzieliby na tym stanowisku... Stephena Colberta, prowadzącego prześmiewczy The Colbert Report

Stephen Colbert i Jim DeMint

Colbert prowadzi nie tylko wśród liberałów, ale też wśród wyborców umiarkowanych - nie lubią go tylko, oczywiście, konserwatyści. Colbert może zarzekać się, że jest "superkonserwatywny", ale w swoim programie nabija się z Republikanów ile wlezie, parodiując Billa O'Reilly'ego z Fox News, a w 2006 roku zniszczył George'a W. Busha w czasie White House Correspondent's Dinner

"Ambicje" Colberta są doskonale znane - w latach 2008 i 2012 rozważał kandydowanie na prezydenta, w dodatku z ramienia Partii Republikańskiej. W sondażach przed prawyborami dostawał po kilka procent głosów potencjalnych republikańskich wyborców (sic), co nie powinno dziwić, jeśli popatrzy się na wyniki badań, według których część widzów nie dostrzega zjadliwej ironii The Colbert Report i uważa go za prawdziwego konserwatystę.

Nie zalicza się do nich pani gubernator Haley, więc chyba jednak Colberta należy wykluczyć. Za to ciekawe jest miejsce drugie. Wśród przebadanych niezależnych wyborców znajduje się Jenny Sanford, była żona republikańskiego gubernatora, Marka Sanforda. W 2009 roku jej mąż zniknął na tydzień, jego biuro informowało, że gubernator wybrał się na wędrówkę po Appalachach, po czym okazało się, że tak naprawdę odwiedzał kochankę w Argentynie. Pani Sanford - niczym bohaterka serialu Żona idealna - rzuciła męża i zajęła się własną karierą. 

od lewej: Mark Sanford, jakiś chłopiec, Jenny Sanford

Żeby było zabawniej - gubernator naprawdę rozważa mianowanie pani Sanford.  Innymi słowy: jeśli nie The Colbert Report, to przynajmniej Żona idealna. I niech nikt nie mówi, że kultura popularna nie wpływa na poglądy i postawy amerykańskich wyborców. 

wtorek, 11 grudnia 2012

Kto wypina, tego wina.

Każdy, kto czyta komiksy, wie jak są zazwyczaj przedstawiane ich bohaterki - wielki biust, wypięty tyłek, wyginanie ciała w najnienaturalniejszy sposób, przybieranie rzekomo "seksownych" póz. Jak walczyć z seksizmem w komiksach? Pomysł jest prosty: zastąpić przeerotyzowane superbohaterki ich męskimi odpowiednikami. Zaczęło się od okładki Marvel Adventures przedstawiającej Hawkeye'a i Czarną Wdowę, na której zamieniono ich miejscami - i pozycjami. Tak powstała The Hawkeye Initiative.


Sposób w jaki rysownicy komiksów przedstawiają kobiety wiąże się, oczywiście, ze sposobem, w jaki kobiety są przedstawiane w sztuce od dawien dawna. Nie chodzi jednak o to, by walczyć z  całą tradycją sztuk plastycznych, ale by wykpić dość, niestety, typowe dla komiksów przerotyzowanie (będące jednym z powodów dla których komiksy są wciąż uważane za rozrywkę dla dorastających chłopców). Na pierwszy ogień poszła równie popularna, co niezgodna z anatomią pozycja "złamanego kręgosłupa", służąca temu, by równocześnie pokazać i piersi i pupę kobiecej b0haterki.


The Hawkeye Initatitve zdobyła ogromną popularność, a w internecie zaroiło się od rysunków na których widzimy superbohaterów w "seksownych" pozach. Zasada jest prosta: Jeśli narysowaną superbohaterkę da się zastąpić jej męskim odpowiednikiem, w tej samej pozycji i nie wygląda on idiotycznie, to znaczy, że rysunek nie jest seksistowski. Niestety, jak na razie mało co przechodzi test Hawkeye'a.






czwartek, 6 grudnia 2012

Australijski sposób

Amerykański rząd uspokaja, a australijska pani premier, Julia Gillard, z ledwo skrywanym uśmiechem przyznaje, że Majowie mieli rację i koniec świata jest bliski, choć jeszcze nie wiadomo dokładnie w jakiej postaci: 

żarłocznych zombie, inwazji piekielnych demonów albo nawet ostatecznego triumfu koreańskiego popu.

środa, 5 grudnia 2012

Pan Burns objaśnia problem z "klifem fiskalnym"

"Wyobraźcie sobie gospodarkę jako samochód, którym kieruje bogacz. Jeśli nie dacie kierowcy więcej pieniędzy, zjedzie samochodem z klifu. Tak mówi zdrowy rozsądek".

wtorek, 4 grudnia 2012

Amerykańscy naukowcy donoszą

Jak doskonale wiemy z popkultury, kiedy prezydentem jest Afroamerykanin, zagłada jest pewna. W Dniu zagłady, za rządów Morgana Freemana, w stronę ziemi pędziła asteroida; w Left Behind, serii eschatologicznego science-fiction, prezydent Louis Gossett Jr. musi mierzyć się z  samym Antychrystem; a Tom Listerw Piątym Elemencie, z Wielkim Złem. W 2012 odwracały się bieguny Ziemi, a prezydent Danny Glover ginął zmieciony przez tsunami wraz z całym Waszyngtonem. Nic zatem dziwnego, że częśc Amerykanów ze zgrozą wygląda 21 grudnia 2012 roku - zwłaszcza po reelekcji Obamy.


Z troski o nerwy dzieci (sic!), władze Stanów Zjednoczonych postanowiły zatem zabrać głos i uspokajają na oficjalnej stronie USA.gov: kalendarz Majów nie kończy się w 2012 roku, do ziemi nie zbliża się ani wielka kometa, ani ukryta planeta X, nie nastąpi nawet odwrócenie ziemskich biegunów. I odsyłają do strony NASA i eksperta tej agencji. Amerykańscy naukowcy donoszą: końca świata nie będzie, możemy spać spokojnie.


Ale czy na pewno? Wszyscy pamiętamy, że prezydenci ogłaszając prawdę o nadchodzącej zagładzie w ostatniej chwili, a wcześniej zapewniają, że wszystko jest w jak najlepszym w porządku. 

Jeśli zatem jakieś amerykańskie dziecko naoglądało się filmów i teraz drży z przerażania w oczekiwaniu na nadchodzącą katastrofę, a następnie przeczyta uspokajające wyjaśnienia amerykańskich władz (Pogłoski o końcu świata to tylko pogłoski), na sto procent zacznie szukać schronu.

Świetna robota!