Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mem. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 grudnia 2012
niedziela, 16 września 2012
Zabójczy uśmieszek
Historia prezydenckich kampanii zna takie przypadki. Kandydat - zazwyczaj gorzej stojący w sondażach i niezbyt charyzmatyczny - zostaje sfotografowany w niezręcznej sytuacji. I nie chodzi tu wcale o "przyłapanie w łóżku z żywym chłopakiem albo martwą dziewczyną", o nie, czasem wystarczy głupia mina.
W 1988 roku kandydat Demokratów, gubernator Massachusetts, Michael Dukakis, dał się sfilmować w czołgu. Choć dwa lata wcześniej zdjęcie Margaret Thatcher w podobnej sytuacji tylko pomogło utwierdzić jej wizerunek silnej przywódczyni, w przypadku Dukakisa efekt był zgoła odwrotny. W porównaniu z Bushem (ojcem), służącym jako pilot w czasie II wojny światowej, Dukakis - niski, z wymuszonym uśmieszkiem, wypadł - delikatnie rzecz ujmując - niezbyt korzystnie, a zdjęcie zyskało miano "Snoopy'ego w czołgu".
W 2004 roku inny kandydat z Massachusetts - senator John Kerry, również uważany za sztywniaka - padł ofiarą podobnego zabiegu. Sztab Busha syna wykorzystał film z surfującym Kerrym, żeby wytknąc mu jego rzekomą niestałość w poglądach, ale nie da się ukryć, że chodziło też o pokazanie senatora w niezręcznej sytuacji - kto bowiem wygląda mądrze uprawiając jakikolwiek sport?
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Kerry nie utrudniał Republikanom zadania - co i raz to pojawiały się niekorzystne zdjęcia senatora - a to na polowaniu, a to z taką czy inną piłką, a to wreszcie w stroju NASA, w którym - zdaniem niektórych Republikanów - przypominał Woody'ego Allena w stroju spermy plemnika z Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie...
Teraz, do galerii niezręcznych kandydatów z Massachusetts dumnie dołącza kolejny. Mitt Romney skrytykował Obamę za wydarzenia na Bliskim Wschodzie i śmierć amerykańskiego ambasadora w Libii. Kiedy skończył wystąpienie, na jego twarzy widniał słynny już uśmieszek.
Nie wiadomo czy był to uśmieszek zadowolenia z siebie, że dokopało się prezydentowi (niestosowny, zważywszy na okoliczności), czy raczej nerwowy uśmiech kandydata, który nie lubi publicznych przemówień i ewidentnie źle się czuje w roli mówcy. Po roku patrzenia na Romneya wydaje mi się, że raczej to drugie - Romney jest najbardziej niezręcznym w sytuacjach publicznych kandydatem od czasów Richarda Nixona. Publiczne wystąpienia sprawiają mu niemal fizyczny ból, a maskowanie ich uśmieszkami i nerwowym chichotem tylko pogarsza sytuację.
Tak czy owak, damage is done - w internecie natychmiast pojawiły się memy Smirking MItt Walking Away From Stuff - w dużej mierze zresztą bardzo kiepskie, ale to już nie ma znaczenia. Zdjęcie przejdzie zapewne do historii prezydenckich kampanii, na błędach Romneya uczyć się będą przyszli kandydaci.
Co nie oznacza, oczywiście, że zdjęcie z uśmieszkiem będzie miało jakikolwiek realny wpływ na wyniki wyborów. Jak ujął to sam Dukakis - "gdybyśmy prowadzili porządną kampanię, (zdjęcie w czołgu) nie miałoby żadnego znaczenia". Otóż to.
Co nie oznacza, oczywiście, że zdjęcie z uśmieszkiem będzie miało jakikolwiek realny wpływ na wyniki wyborów. Jak ujął to sam Dukakis - "gdybyśmy prowadzili porządną kampanię, (zdjęcie w czołgu) nie miałoby żadnego znaczenia". Otóż to.
Etykiety:
1988,
2004,
2012,
Barack Obama,
charyzma,
George H. W. Bush,
George W. Bush,
John Kerry,
mem,
Michael Dukakis,
Mitt Romney,
Richard Nixon,
uśmieszek,
wybory
środa, 15 sierpnia 2012
Hey girl, it's Paul Ryan Gosling!
Wszyscy pewnie natknęli się kiedyś na słynne memy "hey girl". Założenie jest proste: na widok Ryana Goslinga kobiety mdleją, a mężczyźni stają się lepsi - "bez wysiłku podbija serca - wszystkie serca". Jest - rzekomo - tak niebywale słodki, przystojny i bezpretensjonalny, że wszystko co przeczyta można odebrać jako wyznanie miłości. Mojego serca nie podbił, ale powszechne uwielbienie dla niego - choć stanowi dla mnie jedną z największych tajemnic XXI wieku - jest faktem.
"Hey girl" zaczęły powstawać już w roku 2008, na popularności zyskały dopiero w ubiegłym roku, po tym jak Gosling dwukrotnie pojawił się w MTV i przeczytał niektóre z memów na wizji (ha, a podobno telewizja nie ma już żadnego znaczenia). Rozpętało się szaleństwo - poza nieustannymi uczuciowymi deklaracjami, Gosling czytał wyimki z teorii feministycznej i genderowej, dzielił się opiniami na temat czcionek drukarskich, promował weganizm i cytował Szekspira. Wszystko czego nie tknął stawało się sexy, nic zatem dziwnego, że na fenomenie Goslinga spróbowali też zyskać politycy.
Zaczęło się od Rona Paula. Na blogu Ron Paul Ryan Gosling pojawiły się memy z Goslingiem cytującym guru amerykańskich libertarian.
Nie miało to jeszcze - wbrew nazwie - wiele wspólnego z kongresmenem z Wisconsin, ale nie minęło jednak wiele czasu, kiedy (w kwietniu tego roku) pojawiły się memy "hey girl" z samym Paulem Ryanem, w których łączy seksualne aluzje z fiskalnym konserwatyzmem. Ludzi z biura Nancy Pelosi natychmiast odpowiedzili własnymi memami z Paulem Ryanem, w których to, co mówi, nie jest już takie fajne - a nieco bliższe prawdy.
Po tym jak Mitt Romney wybrał Ryana na swojego zastępcę, "Hey girl, it's Paul Ryan" rozlało się szeroką falą, ale raczej nie pomoże Romneyowi w wyborach. Amerykańska prawica desperacko pragnie kogoś ekscytującego, nowego i charyzmatycznego (stąd to ciągłe ogłaszanie kogoś "nowym Reaganem"), a ławka jest dramatycznie krótka, nic zatem dziwnego, że padło na Ryana. Zresztą, jego mina zgubionego psiaka rzeczywiście przypomina odrobinę Goslinga. Wizerunku GOP jako partii starych, białych, bogatych facetów (jak Romney) nie zmieni jendak młody, biały, bogaty facet, nawet jeśli codziennie ćwiczy na siłowni i łapie ryby gołymi rękami.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Nareszcie cz. II
CNN BREAKING NEWS! Anderson Cooper z CNN przyznał, że jest gejem.
No dobra, tak naprawdę, nie jest to, oczywiście, żaden news. Od dawna był powszechnie uważany za geja (syn Glorii Vanderbildt i najlepszy kumpel Kathy Griffin, heloł?) i rokrocznie umieszczany na liście najpotężnieszych gejów i lesbijek w Stanach. Parę lat temu był na pozycji pierwszej, w tym roku dopiero na szóstej, tuż za Rachel Maddow z MSNBC na miejscu piątym. Być może wiąże się to z postępującą zapaścią pobre CNN, ale mniejsza o to.
Coming out Coopera jest o tyle ciekawy, że - jak słusznie zauważył magazyn "Entertaiment Weekly" - o ile jeszcze parę lat celebryci wychodzili z szafy publicznie, w czasopismach i gazetach (czyli z grubsza tak, jak to się robi teraz u nas) i był to wielki news, o tyle dziś robi się to raczej tak, jak burmistrz Berlina, Klaus Wowereit ("Jestem gejem i tak jest dobrze") czy właśnie Anderson Cooper. Jasne, że można się na to zżymać, ale powiedziałbym, że to raczej oznaka postępu. "I tak jest dobrze".
PS: Nieciekawa ciekawostka: na liście pod numerem dziewiątym - Shepard Smith z Fox News (nr 9), który jest konserwatywnym Andersonem Cooperem, tzn. wszyscy wiedzą, ale zainteresowany nic nie mówi. No, ale to może się akurat wiązać z atmosferą w miejscu pracy.
środa, 11 kwietnia 2012
LOL Hillz!
Oto zdjęcie z października zeszłego roku. Hillary Clinton, lecąc do Libii, w ciemnych okularach czyta coś (pisze?) na swoim blackberry.
Kiedy się pojawiło, Reuters pisał, że może zaszkodzić Clinton, która wygląda na nim niekorzystnie, jak "zmęczona i przepracowana kobieta". Nie bardzo wiem, dlaczego dowód na to, że ktoś ciężko pracuje miałby działać na jego niekorzyść - i rzeczywiście.
Tymczasem dziś mija tydzień od pojawienia się bloga "Texts From Hillary", który przebojem zdobył internet, w ciągu 24h mając jakieś milion pincet wejść. Koncepcja jest - jak to zwykle bywa w takich wypadkach - bardzo prosta. Hillary wysyła zasadnicze i złośliwe wiadomości do Marka Zuckerberga, Sary Palin, Ryana Goslinga etc.
9 kwietnia, (po 5 dniach) twórcy bloga, Stacy Lamb i Adam Smith zostali zaproszeni do Departamentu Stanu i następnego dnia spotkali się z Hillary, która sama opublikowała na ich blogu jednego mema. Sama powiedziała, że najbardziej lubi ten z Goslingiem.
Co się stało? Może nie wszyscy pamiętają, więc przypomnę. W 2008 roku, choć w prawyborach zdobyła odrobinę więcej głosów niż Obama, przegrała z nim walkę o nominację Demokratów, a także walkę o miłość mediów i internetu. W kontraście z Barackiem "Change" Obamą przedstawiano ją jako symbol zgniłych kompromisów i starego establishmentu, którego pycha została ukarana. Naśmiewano się z jej wyglądu i cech charakteru (genialna Amy Poehler w "Saturday Night Live").
Tymczasem dziś, Hillary nigdy jeszcze nie cieszyła się taką popularnością. Jej pracę jako sekretarza doceniają prawie wszyscy - pozytywną opinię ma o 66% Amerykanów, w tym 40% Republikanów (sic!). Okazało się, że te same cechy za które ją krytykowano, w sytuacjach kryzysowych postrzegane są jako atut - ok, może nie jest najpiękniejsza i najmilsza (choć - jak właśnie widać - pozory mylą), ale jest twarda, zdecydowana, kompetentna i pracowita. A ostatecznie to chyba (niespodzianka!) jest jednak ważniejsze na jej stanowisku. Jak najlepiej ujął to sam Lambe:
“Ludzie próbowali zrobić z niej sukę, podczas gdy ona jest po prostu najważniejszą suką-przywódcą (the head bitch in charge)" .
Rzecz jasna, podsyciło to krążące od pewnego czasu spekulacje na temat ewentualnego startu Hillary w wyborach 2016 roku. Podawany czasem argument o zbyt zaawansowanym wieku można włożyć między bajki. Będzie miała 69 lat - tyle samo, co Reagan, kiedy zostawał prezydentem trzydzieści lat temu. Kluczowym pytaniem jest oczywiście to, czy ona sama będzie chciała startować ponownie. W odpowiedzi na sugestie części mediów, że mogłaby zamienić się miejscami z Joe Bidenem i zostać wiceprezydentką, wyraźnie odpowiadała, że nie jest tym zainteresowana. Wprost mówi też, że nie będzie sekretarzem stanu w ewentualnej drugiej administracji Obamy, a także wielokrotnie sugerowała, że przymierza się do wycofania z polityki w ogóle.
Ale cztery lata to bardzo dużo czasu, a sama Hillary najlepiej wie, że w polityce nie ma nic pewnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)














