Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Comics. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lipca 2012

Batman vs. Bane (Capital)

Amerykański odpowiednik ojca Rydzyka - radiowy ultrakonserwatysta, który bez przeszkód biadoli nad tym, jak to straszliwie prześladowana jest prawica i w niewybrednych słowach atakuje wszystkich, których nie lubi - niezawodny Rush Limbaugh, odkrył spisek wymierzony w Mitta Romneya (za którym zresztą sam jeszcze niedawno nie przepadał).

Do kin właśnie wchodzi nowy film Christophera Nolana o Batmanie, Dark Knight Rises, gdzie przeciwnikiem Zamaskowanego Krzyżowca będzie Bane. I to właśnie jest, zdaniem Limbaugha, spisek.
Wiecie jak się nazywa przeciwnik Batmana w tym filmie? Bane, B-a-n-e. A jak nazywa się firma inwestycyjna, którą kierował Romney i wokół której wymyśla się teraz tę całą aferę? Bain. Film powstawał już od dawna. Od dawna znana była też data premiery, lato 2012 roku. Czy uważacie, że to przypadek?
Co za pytanie, oczywiście, że nie wierzę. Ponieważ jednak DC Comics wymyśliło postać Bane'a prawie dwadzieścia lat temu, w 1993 roku (kiedy firma Romneya miało dopiero 9 lat), trzeba przyznać, że spiskowcy są niezwykle przebiegli. W dodatku, kiedy kilka lat temu wybierali przeciwnika Batmana do trzeciego filmu Nolana, musieli też przewidzieć, że walkę o republikańską nominację wygra właśnie Romney, a nie na przykład Rick Santorum czy Sarah Palin.


Tymczasem, jak podkreśla Limbaugh - "Bane jest terrorystą, który chce zniszczyć Gotham, Nowy Jork (...) brzmi jak koleś z Occupy Wall Street. (...)". Jeśli zaś przez chwilę zastanowimy się dlaczego Romney wydaje tyle pieniędzy na przebudowę swoich domów (jaskinie muszą kosztować!), możemy dojść - jak Limbaugh - tylko do jednego wniosku:
Romney jest dobrym, bogatym gościem, (...) Romney jest Batmanem.
Zważywszy na to, że Obama jest Jokerem (jak pamiętamy z plakatów sprzed kilku lat), rozumowanie Limbaugha jest całkowicie logiczne. Czekamy zatem z niecierpliwością na wybór Robina.

czwartek, 7 czerwca 2012

A jednak Green Lantern

Niewiele się pomyliłem. Długo zapowiadany coming out w świecie komiksów DC nie okazał się wcale tak rewolucyjny, jak się niektórzy spodziewali. Ani Batman, ani Aquaman, ani Wonderwoman. W komiksie, który ukazał sie wczoraj, gejem okazuje się być Green Lantern - nie Hal Jordan, którego widzowie znają z beznadziejnego filmu z ubiegłego roku, ale pierwszy, oryginalny bohater, Alan Scott.


Green Lantern-Scott, od kiedy pojawił się w roku 1940, miał wiele heteroseksualnych związków - a z jednego z nich syna, superzłoczyńcę o artystycznym pseudonimie Obsidian, który przy okazji był też gejem. Na szczęscie nielinearność komiksowych uniwersów nie z takimi problemami sobie radziła. Scott będzie gejem w nowym, odświeżonym (który to już raz) uniwersum DC.


Zgodnie z przewidywaniami, oburzyła się prawica. Należąca do chrześcijańskiej organizacji American Family Association (to ci, którzy walczą z reklamami IKEI w których pojawiają się pary jednopłciowe) grupa One Million Moms wydała oświadczenie w którym potępia zarówno DC Comics jak i Marvela, za przedstawianie gejów w pozytywnym świetle i pyta:
Czy możecie sobie wyobrazić małych chłopców mówiących "Chciałbym chłopaka albo męża takiego jak X-Men (sic)? To idiotyczne! (...) [Geje] chcą zrobić im pranie mózgu i pokazać im, że gejowski sposób życia jest normalny (....). Jako chrześcijanie wiemy, że homoseksualizm jest grzechem".
Pięćdziesiąt lat temu, kiedy pojawiał się Black Panther, pierwszy czarnoskóry superbohater, też  niektórzy zatroskani o moralny rozwój swoich pociech rodzice wyrażali swoje oburzenie. Tak samo, kiedy w oryginalnym Star Treku czarnoskóra kapitan Uhura (rym przypadkowy) całowała białego kapitana Kirka. Czy wtedy, kiedy nowym Spider-Manem (ale znowu tylko w jednej z równoległych rzeczywistości) został czarnoskóry latynos, Miles Morales.


Nie wydaje mi się, żeby małe dzieci - dowolnej płci - widziały w superbohaterach wzorce przyszłych partnerów życiowych, ale może się mylę. Ale na pewno - jak słusznie zauważył jeden z ludzi Marvela:
"spośród Miliona Mam zapewne 10 tysięcy ma homoseksualne dzieci". 

PS: Wygląda natomiast na to, że gejowski ślub w świecie Marvela nie odbędzie się jednak w Warszawie, ale w nowojorskim Central Parku. Ciekaw jestem natomiast skąd wzięła się ta Warszawa w tylu sieciowych informacjach?