Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Washington. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Washington. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 kwietnia 2013

Przegląd prezydenckich ekslibrisów

Z okazji Światowego Dnia Ksiązki - przegląd prezydenckich ekslibrisów, który zaczyna się od... braku ekslibrisu. Zwyczaju ich stosowania nie miał bowiem, jak się wydaje, najsłynniejszy prezydencki bibliofil, Thomas Jefferson, któremu swój byt zawdzięcza największa biblioteka świata, Biblioteka Kongresu. Jefferson był w swoim czasie właścicielem największego księgozbioru w całym kraju. Kiedy w 1814 roku Brytyjczycy spalili Waszyngton, a wraz z nim ówczesną, dość skromniutką bibliotekę, z pomocą przyszedł właśnie Jefferson - który jako prezydent przyczynił się do jej rozwoju.

Zwykło się mówić, że były prezydent ofiarował swój zbiór w prezencie - w rzeczywistości jednak sprzedał go, za 24 tysiące dolarów, czyli z grubsza za wysokość ówczesnej rocznej pensji prezydenta - dzisiaj wynoszącej 400 tysięcy dolarów. Nie był to może  majątek, ale też nie można chyba nazwać tego czynem charytatywnym. Tak czy owak, niewiele to Jeffersonowi pomogło - kiedy umierał w 1826 roku, 1,5 tysiąca tomów, których się w międzyczasie dorobił, musiano sprzedać na pokrycie długów. Kilkadziesiąt z nich odkryto parę lat temu na uniwersycie w Missouri. Lepiej na tym wyszła Biblioteka Kongresu, która z dnia na dzień zyskała prawie 6,5 tysiąca tomów - całkiem nieźle, zważywszy na to, że przed barbarzyńskim wyczynem Brytyjczyków liczyła zaledwie 3 tysiące pozycji. Niestety, dwie trzecie zbiorów Jeffersona przepadła w kolejnym pożarze, który w roku 1851 strawił Bibliotekę.

Swój ekslibris miał jednak pierwszy prezydent - George Washington - ze swoim herbem i mottem: cel uświęca środki.


Herbu używali też John Adams i jego syn, John Quincy Adams.



James Monroe i Martin van Buren woleli plakietki z imionami: Monroe uporządkowaną, a van Buren fikuśniejszą, jak na człowieka z fantazyjnymi bokobrodami przystało.



Generał Ulysses S. Grant, w podzięce za wygraną w wojnie secesyjnej trzymał w darze dużo książek z Biblioteki Publicznej w Bostonie - podówczas jeszcze największej biblioteki w całych Stanach. Razem z książkami otrzymał gotowe ekslibrisy.


Woodrow Wilson został bezdyskusyjnym zwycięzcą w kategorii najbardziej megalomański ekslibris dwustulecia.


William Taft i Calvin Coolidge cenili sobie motywy architektoniczne. 




Rooseveltowie, dalecy kuzyni Theodore i Franklin - używali swoich rodowych herbów, różniących się od siebie ułożeniem różyczek.  


Eleanor Roosevelt, żona Franklina, ale z domu też Rooseveltówna (bratanica Theodore'a), wolała coś bardziej fikuśnego - i patriotycznego.


U Kennedy'ego - urocze początki w dzieciństwie i pompatyczna nuda w Białym Domu. 

Na koniec odrobina fantazji dzięki uprzejmości Nelsona Rockefellera. Nie został on, co prawda, nigdy prezydentem, jedynie wiceprezydentem (choć nie, żeby nie próbował), ale jego ekslibrisy są jednymi z najfajniejszych. Kiedy znudził go pierwszy - o zaprojektowanie nowego poprosił przyjaciela - Picassa.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Kup pan lincolna!

Dziś trzeci poniedziałek lutego, Presidents Day, co znaczy, że Amerykanie świętują urodziny Waszyngtona i kupują samochody na wyprzedażach.


Jak to często w Stanach bywa, w przypadku Urodzin Waszyngtona świętuje się raczej ogólną ideę, a nie ów dzień w sensie ścisłym - jak z Dniem Niepodległości, który obchodzi się 4 lipca, choć zerwanie z Wielką Brytanią kolonie ogłosiły już dwa dni wcześniej. No, ale 4 lipca przynajmniej podpisano Deklarację Niepodległości (a przynajmniej niektórzy ją podpisali) - z urodzinami Jerzego W. sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Trzeci poniedziałek lutego przypada bowiem zawsze między 15 a 21 dniem miesiąca, co oznacza, że oficjalne urodziny Waszyngtona nigdy nie wypadają tego dnia, w którym naprawdę przyszedł na świat: 22 lutego (według kalendarza gregoriańskiego) albo 11 lutego (według obowiązującego wówczas w Imperium Brytyjskim kalendarza juliańskiego).

Wszystkiemu winny Lyndon Johnson, który w 1968 roku podpisał ustawę Uniform Monday Holiday Act. Czyniła ona z czterech świąt federalnych święta ruchome, przypadające w różne poniedziałki, np. Columbus Day na drugi w październiku, a Memorial Day na ostatni w maju. Chodziło o to, by pracownicy federalni dostali kilka długich weekendów. Uprzedzając jednak co poniektórych, którzy chcieliby zacząć pomstować na mnożenie świąt, które  rozleniwiają ludzi i obniżają PKB, od razu dodaję, że poniedziałkowe święta okazały się prawdziwym błogosławieństwem dla biznesu. 

Od lat 80. rozpowszechniła się praktyka otwierania sklepów w świąteczne poniedziałki, a z czasem także organizowania wielkich wyprzedaży. W ten właśnie sposób Presidents Day stał się świętem wyprzedaży samochodów, Memorial Day dniem przecenionej elektroniki, Labor Day świętem wyprzedaży sprzętów ogrodowych, a w Columbus Day przeceną upamiętnia się meble i wyposażenie domów. Happy Birthday, George!