Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2012

Czym w konkurenta? Odcinek 2: Gejowską pornografią

O tym, że Partia Republikańska wycina ze swoich szeregów umiarkowanych polityków, piszę już od dawna. Do listy grzechów głównych dzisiejszej, radykalnej GOP zalicza się też wspieranie praw gejów. W Senacie (gdzie kilkoro Republikanów zagłosowało za zezwoleniem gejom i lesbijkom na jawną służbę w armii) może się jeszcze upiec, ale biada tym Republikanom, którzy poparli zboczeńców na poziomie stanowym.

Mark Grisanti, senator stanowy z Nowego Jorku (dokładniej z Buffalo), jako jeden z zaledwie trzech Republikanów zagłosował  w zeszłym roku za ustawą wprowadzającą w tym stanie małżeństwa osób tej samej płci. Z prawyborów wyszedł zwycięsko (choć nie było łatwo) i w listopadzie ma duże szanse na wygraną - zwłaszcza po wsparciu ze strony Michaela Bloomberga, potężnego burmistrza NYC, który popiera (także finansowo) centrowych kandydatów z obu partii.

Nie wszyscy jednak życzą Grisantiemu dobrze. Tajemniczy "Komitet Ocalenia Partii Republikańskiej w hrabstwie Erie" wyprodukował przeciwko niemu naprawdę odjechane ulotki - zarzucając mu, że za swój głos "za" wziął pieniądze od gejowskiego lobby, a także (i to jest naprawdę niezłe), że z powodu Grisantiego synowie bogobojnych mieszkańców Buffalo zaczną uprawiać wyuzdany seks z innymi mężczyznami (sic!).

Ba, gdybyż to było takie proste!


Żeby było zabawniej - twórcą tej ulotki i jedynym członkiem "Komitetu" okazał się Matthew Ricchiazzi, niedoszły kandydat Republikanów na burmistrza Buffalo: 23-letni prawnik, pół-Hindus i... otwarty biseksualista. Zdjęcia, którymi opatrzył ulotkę, "pożyczył" z dość popularnej strony z gejowskim porno - bez zezwolenia, dodajmy. Kiedy cała sprawa wyszła na jaw, Richiazzi ostatecznie nie rozesłał ulotek. A szkoda, bo rzeczona wytwórnia dość bezwzględnie ściga piratów.

No cóż: złe to czasy, kiedy jeden liberalny Republikanin atakuje drugiego liberalnego Republikanina dlatego, że jest zbyt liberalny. Kto wie, może też dlatego nie zostało ich już zbyt wielu? 

piątek, 3 sierpnia 2012

Cenne wsparcie

W kampaniach wyborczych celebryci udzielają się przeważnie po stronie Demokratów. Mitta Romneya z pewnością ucieszy zatem wiadomość, że ma po swojej gwiazdę niemałych wymiarów, Jennę Jameson


Wypowiadając się na temat wyborów prezydenckich Jameson stwierdziła, że 
"kiedy jest się bogatym, chce się na tym stanowisku Republikanina".
Nie siedzę zbytnio w tym temacie, ale pani Jameson jest podobno "Królową Porno", która zanim odeszła z pornografii w erotycznym biznesie osiągnęła niemało - należy zatem do trzechy ważnych dla Romneya grup wyborców - jest przedsiębiorcą, kobietą i emerytką. Cytując kogoś z sieci: 
"Nareszcie Romneya popiera ktoś, kto zmienia pozycje równie często jak on". 
Touché!

piątek, 25 maja 2012

Pornopolityka - post scriptum

Dwa dni temu, 23 maja, były prezydent Bill Clinton, gościł na charytatywnej imprezie "Nights in Monaco", zorganizowanej w kasynie Monte Carlo przez jego własną fundację oraz Fundację Księcia Alberta II.

Nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wśród zaproszonych gości znalazły się gwiazdy porno - niejakie Brooklyn Lee (z prawej), Tasha Reign (z lewej) i Jennifer Taule (całkiem z lewej) - które zrobiły sobie z prezydentem zdjęcie i natychmiast wrzuciły na tweetera.

Co ciekawe, gwiazdki porno zostały zaproszone (obok paru postaci z Hollywood), gdyż pani Taule jest obecnie "dyrektorem w firmie zajmującej się testowaniem leków". Ciekawe.


Media natychmiast zaczęły zadawać pytanie: "Co na to Hillary?!" (która w tym czasie cyberrozprawiała się z jemeńskimi terrorystami). Odpowiadam: Hillary na to zapewne nic. Po pierwsze - nie do takich rzeczy się już przyzwyczaiła. Po drugie - zbyt wiele ma na głowie, żeby zajmować się błahostkami.

Tak czy siak, gratulacje dla obojga.

niedziela, 20 maja 2012

"Election should feel good!"

Popkultura i polityka zazębiają się czasem przedziwny sposób. 

To, że przemysł erotyczny błyskawicznie reaguje na wydarzenia ze świata popkultury wiadomo nie od dziś. Pornograficzne wersje "Harry'ego Pottera", "Piratów z Karaibów" czy choćby - jak ostatnio - "The Avengers", pojawiają się tuż po premierze oryginału. 

Od pewnego czasu pojawiają się też filmy dla dorosłych odnoszące się do bierzących wydarzeń politycznych. Choć pornoparodie nieco chętniej biorą za cel konserwatywnych (i sprzeciwiających się pornografii w ogóle) polityków republikańskich, to jednak pornografia zasadniczo nie dyskryminuje - mamy zatem filmy o Hillary Clinton (Hillary for President) i o Baracku Obamie (Barack's Presidential Briefs), choć z pewnością najlepiej znane jest Who's Nailin' Paylin, wyprodukowany przez Larry'ego Flynta film o seksualnych przygodach niejakiej Serry Paylin, która w odpowiednich momentach krzyczy "You betcha!" albo "Drill, baby, drill!".



Rzecz jasna, z nielicznymi wyjątkami politycy (płci obojga) nie są na tyle atrakcyjni, żeby to właśnie ich "obecność" na ekranie wywoływała u widzów podniecenie, zasadniczo związane z takimi produkcjami. Doskonale wiadomo, że chodzi przede wszystkim o parodię, o wyśmianie/upokorzenie nielubianych postaci. Choć zwykło się przy tym uważać, że pornoparodia  z definicji musi być czymś prymitywnym, humor w takich filmach jest czasem chyba lepszy od tego, który znamy z polskiej "satyry politycznej".



Słynnym pierwowzorem pornoparodii był może nie pornograficzny, ale z pewnością nieobyczajny film z 1971 roku pt. Tricia's Wedding, opowiadający o weselu córki Richarda Nixona w czasie którego LSD w ponczu doprowadza do rozluźnienia obyczajów zaproszonych gości: m.in. królowej Elżbiety, Goldy Meir, Micka Jaggera, Jackie Kennedy oraz samego prezydenta. Jeśli dodać, że w rolach głównych wystąpiła słynna grupa drag queens z San Francisco, The Cockettes, nic dziwnego, że szef sztabu Nixona, Haldeman, zorganizował nawet potajemny pokaz w Białym Domu, żeby zdecydować czy podejmować jakieś działania przeciwko twórcom.




roku 2008 roku pewna firma z seksualnymi akcesorami stworzyła linię zabawek dla dorosłych odnoszących się do ówczesnej kampanii wyborczej. Można było zatem wybierać między dmuchaną lalą Sary Palin, dildem w kształcie Obamy (o nazwie "Head of State") czy - niekoniecznie (na szczęście!) - sekszabawką, dziadkiem do orzechów w kształcie Hillary.



Teraz, przy okazji dogorywających republikańskich prawyborów, artysta Matthew Epler, nie kryjący swoich prodemokratycznych sympatii, stworzył "Grand Old Party" - linię dildo w kształcie chronologicznych notowań poszczególnych kandydatów wśród zarejestrowanych  Republikanów. Cały pomysł, w najeżony aluzjami sposób, objaśnia tutaj




Pomysł może nieco (Pardon my French) "z dupy", ale cóż, nadeszło nieuniknione - filmy pornograficzne o politykach okazały się być niewystarczającym political statement.