Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William H. Taft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William H. Taft. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 kwietnia 2012

"Jesteśmy bardzo zawiedzeni utratą brody"

Oto na stronie magazynu Slate pojawiła się urocza kolekcja zdjęć przedstawiających tegorocznych kandydatów z zarostem na twarzy - i to zarostem nie byle jakim, bo pożyczonym od poprzednich mieszkańców Białego Domu.



Dziś broda nie kojarzy się dobrze. W sieci krążą liczne fotomontaże przedstawiające Baracka HUSSEINA Obamę w turbanie i z długą, czarną brodą, przywodzące na myśl Osamę bin Ladena i innych arabskich terrorystów: broda = antyamerykanizm.



Niestety, jak na złość amerykańskiej skrajnej prawicy, kilka lat temu Obama przyznał się, że nie może zapuścić zarostu z prawdziwego zdarzenia - w najlepszym razie wychodzą mu bokobrody.

Nie da się ukryć, że prezydent z bokobrodami to byłoby naprawdę coś - świat nie widział czegoś takiego od czasu Chestera AlanaArthura. Ostatnim prezydentem-wąsaczem był William H. Taft (noszący też wątpliwy zaszczyt bycia najgrubszym człowiekiem w Białym Domu), a ostatnim prawdziwym brodaczem, Benjamin Harrison, o którym nie pamiętają już nawet najstarsi Indianie. 

Choć zarost jest ostatnio znowu modny i zapuszczenie bród przez Obamę i Romneya z pewnością ożywiłoby kampanię i zwiększyło zainteresowanie hipsterów polityką, historia uczy, że w wyborach prezydenckich zarost nie służy. W tym roku mija właśnie sto lat od kiedy gładko ogolony Woodrow Wilson pokonał dwóch wąsaczy - Tafta i Teddy'ego Roosevelta (startującego jako kandydat progresistów). Od tamtej pory Republikanie wystawiali jeszcze zarośniętych kandydatów w latach 1912, 1944 i 1948, ale za każdym razem przegrywali. 

Jeśli kogoś nie przekonały obserwacje historyczne - także badania socjologiczne pokazują że zarost wpływa negatywnie na wizerunek kandydata. Five o'clock shadow Nixona prześladował go całe życie i był powodem licznych karykatur. Popularna klechda głosi, że to właśnie niedogolenie Nixona w debacie z Kennedym kosztowało go prezydenturę w 1960 roku – tyleż interesujące, co nieprawdziwe, skoro później dwa razy wygrał wybory i to w iście spektakularnym stylu. Nie wydaje się też, żeby to akurat wąsik pogrzebał prezydenckie szanse pastora Jessego Jacksona w roku 1984, ale w 2008 roku gubernator Bill Richardson wolał nie ryzykować. Tuż przed kampanią zgolił zarost, co Barack Obama, podówczas jego kontrkandydat do nominacji Demokratów, skomentował:


"Jesteśmy bardzo zawiedzeni utratą brody".

Jak my wszyscy. Trzeba przyznać, że obu kandydatom bardzo dobrze z bródką Abrahama Lincolna, ale Romneyowi szczególnie służy imponująca broda Rutherforda B. Hayesa (tak, proszę państwa, był i taki prezydent) – nareszcie wydaje się być kimś interesującym. Ale cóż – to tylko doczepiana broda.