Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zasada Buffetta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zasada Buffetta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

"Duży, żółty, groźny dla naszej gospodarki"

Wszyscy już chyba wiedzą, że w czasie debaty z Obamą Romney wspomniał o tym, że z powodów oszczędności - koniecznych, żeby powstawały miejsca pracy - będzie musiał obciąć finansowanie dla telewizji PBS (w której pracuje moderator tamtej debaty, Jim Lehrer, swoje najlepsze dni mający zdecydowanie za sobą), mimo iż "uwielbia Wielkiego Ptaka". No ba, kto nie lubi?


Romney, Ryan i cała masa Republikanów nieustannie powtarzają, że konieczne są oszczędności. Co do tego zgoda, zaiste czasy są ciężkie, na pewno można gdzieś usprawnić wydatki państwowe. Sęk w tym, że federalne dofinansowanie dla CPB (Corporation for Public Broadcasting), która z kolei łoży pieniądzena PBS i NPR (National Public Radio) wynosi ok. 444 milionów dolarów rocznie. Dużo? Może, ale to stanowi zaledwie 0,06% rocznego budżetu obronnego USA, który wynosi ok. 700 miliardów dolarów rocznie.

W dodatku, jak słusznie zauważono, Wielki Ptak sam jest "twórcą miejsc pracy" (w zawodzie od 1969 roku), gdyż dzięki swojej popularności pomógł sprzedać tysiące zabawek, koszulek i innych gadżetów. Sesame Workshop, producent "Ulicy Sezamkowej" ma roczny zysk w wysokości 47 milionów dolarów i zatrudnia 1320 pracowników. Jeszcze więcej pieniędzy Ulica Sezamkowa (a zatem i Wielki Ptak) przynosi Hasbro, drugiej największej na świecie firmie produkującej zabawki. Czy zatem zabijanie Wielkiego Ptaka naprawdę ma sens?

Schizofrenia dzisiejszych Republikanów polega (między innymi) na tym, że choć głośno perorują na temat konieczności bilansowania budżetu, podchodzą do tej kwestii nie jak do czegoś naukowego, ale niemalże religijnego. Podnoszenie podatków jest złe, koniec kropka, obcinajmy "niepotrzebne wydatki", do których można - ich zdaniem - zaliczyć praktycznie wszystko: edukację, kulturę, publiczne media, pomoc zagraniczną etc. Z wyjątkiem obronności, rzecz jasna.

Weźmy na przykład "Zasadę Buffetta", czyli propozycję podniesienia podatków dla najbogatszych (zarabiających powyżej miliona dolarów rocznie, czyli 0,3% podatników), która przyniosłoby fiskusowi ok. 37 miliardów dolarów rocznie. Zdaniem Republikanów nie warto tego jendak robić, gdyż to praktycznie nic, żaden zysk, sztuczka Obamy etc. 

Z kolei budżet NEA (National Endowment for the Arts), amerykańskiego odpowiednika ministerstwa kultury, wynosi zaledwie 155 milionów dolarów - mniej niż budżet filmu Avengers. Nie przeszkadza to jednak Republikanom walczyć o zlikwidowanie NEA już od trzydziestu lat - próbował Reagan, próbował Gingrich, teraz obcięcie finansowania proponuje Romney. Nagle te 150 milionów to bardzo ważna pozycja w budżecie, konieczna do tego, by "uzdrowić amerykańską gospodarkę".

Atakując Wielkiego Ptaka jako symbol "zbędnych wydatków" Romney wystawia się na łatwe ataki, jak choćby w tej reklamówce sztabu Obamy, wyglądającej, zresztą, jak coś, co spokojnie mogłoby powstać w Daily Show Jona Stewarta.


środa, 18 kwietnia 2012

O podatkach

Dzisiaj w Stanach "Tax Day", termin składania zeznań podatkowych, a tymczasem wczoraj Republikanie w Senacie utrącili Paying a Fair Share Act of 2012, tzw. Zasadę Buffetta, wedle której najbogatsi (zarabiający powyżej miliona dolarów rocznie), mieliby oddawać państwu co najmniej 30% dochodów. 

Sam Warren Buffett, drugi najzamożniejszy Amerykanin i - co ważne - inwestor powszechnie szanowany po obu stronach sceny politycznejwezwał Obamę do wyższego opodatkowania milionerów i zlikwidowania przywilejów podatkowych, wychodząc z założenia, że skoro mamy kryzys, to koszty powinni ponosić wszyscy, ale najbogatsi szczególnie. I przywołał słynny już przykład swojej sekretarki, która procentowo płaci więcej podatków niż on.

Jak to możliwe? Co prawda najwyższa stawka podatkowa wynosi w Stanach 35%, ale podatek od zysków kapitałowych (dywidendy, inwestycji etc), to już tylko 15%. A ponieważ dochody milionerów pochodzą w dużej części właśnie z tego - a nie z etatu - płacą de facto mniej niż klasa średnia, która zazwyczaj nie może sobie pozwolić na życie wyłącznie z procentów i inwestycji. Efekt jest taki, że zarabiający ok. 42 milionów $ Mitt Romney płaci jedynie 13,9% podatku, Buffett 17,4%, a Obama (który zarobił miliony na książkach) ledwie 20%.

Główne argumenty Republiknów: ustawa jest niewystarczającym sposobem na załatanie dziury budżetowej, służąc przede wszystkim jako populistyczna zagrywka przed tegorocznymi wyborami, promująca "wojnę klas".

Po pierwsze, w sytuacji w której Republikanie chcą oszczędzać na wszystkim, byle oszczędzić miliard tu, miliard tam, nie wiem czy należy wybrzydzać na 47 miliardów $ w ciągu 10 lat.

Po drugie - wbrew temu, co głoszą liderzy Republikanów, podziały klasowe w Stanach istnieją, a co wiecej, nieustannie rosną. Oskarżanie Obamy o "rozpętanie wojny klasowej przeciwko twórcom miejsc pracy" weszło już na stałe do języka politycznego GOP, która woli udawać, że w Stanach każdy ma szansę, a kariera od pucybuta do milionera wciąż jest możliwa. Nie ma to, niestety, żadnego przełożenia na dzisiejszą rzeczywistość, gdyż w USA mobilność społeczna jest niższa niż w większości krajów europejskich - nawet (o zgrozo!) socjalistycznych państwach skandynawskich czy wiecznie wyśmiewanej Kanadzie.

"Owszem, wojna klas trwa. Ale prowadzi ją moja klasa, bogacze. I wygrywamy".
Warren Buffett

Po trzecie, wreszcie - tak, to prawda, że to w dużej mierze przedwyborczy gest ze strony Obamy. Ustawa miała mieć znaczenie głównie symboliczne, chodziło nie mniej ni więcej, ale o "paying a fair share", w sytuacji kryzysowej. Ale nie należy niedoceniać znaczenia gestów, które mogą zmieniać mentalność ludzi, a przez to przyczynić się do prawdziwych (czytaj: namacalnych) zmian.

Oskarżający Obamę o populizm Republikanie robią jednak to samo - ich populizm jest po prostu zupełnie odwrotny. Wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi powtarzają mantrę o "niskich podatków, które tworzą wzrost gospodarczy" i walczą z jakimkolwiek podwyższeniem podatków dla bogaczy (w ich języku: job-creators). O tym, że nieustanne obniżanie im podatków przez ostatnie 10 lat (wraz z rozpoczęciem dwóch wojen - też przez Republikanów) przyczyniło się do stworzenia gigantycznego deficytu budżetowego , jakoś nie wspominają, zamiast tego przyczepiają się do tego, że rzeczona sekretarka Buffetta zarabia pół miliona dolarów rocznie i trudno robić z niej symbol biedy. Zupełnie jakby o to chodziło.

Zgodnie z przewidywaniami, Obama przegrał w Senacie, ale może mu to pomóc w kampanii wyborczej. Jak podaje sondaż Gallupa, Amerykanie wspierają Zasadę Buffetta 60 do 37%, nawet wśród wyborców republikańskich 43% poparłoby zwiększenie opodatkowania najbogatszych. Ba, 68% milionerów chciałoby płacić wyższe podatkiNietrudno będzie przedstawiać GOP jako partię oderwaną od rzeczywistości, szczególnie z Romneyem na czele.

Na koniec - przypis do wcześniejszego tekstu o radykalizacji Partii Republikańskiej i tym, czy Reagan miałby dzisiaj w niej jakiekolwiek szanse: