poniedziałek, 17 grudnia 2012

"From my cold, dead hands" czyli co naprawdę mówi 2. poprawka.

W Stanach Zjednoczonych mieszka 5% ludności świata, ale znajduje się tam połowa światowej broni w rękach cywili. Na 100 Amerykanów przypada około 89 sztuk broni - nie ma drugiego takiego kraju na świecie. Na następnym miejscu jest Jemen, z wynikiem "zaledwie" 55/100.  Rocznie w Stanach z broni palnej giną 3 osoby na 100 tysięcy. Nie jest to światowy rekord (kłania się Ameryka Środkowa), ale i tak cztery razy więcej niż w Szwajcarii, dziesięć razy więcej niż w Australii czy Anglii. 

NRA, National Rifle Association, które przez wiele dziesięcioleci było jedynie niewielką organizacją zrzeszającą pasjonatów i myśliwych, jest teraz jedną z najpotężniejszych grup wpływu w Stanach, nieustannie lobbującą na rzecz znoszenia ograniczania dostępu do broni.  Wykorzystując właściwą Amerykanom niechęć do zbyt opresyjnej władzy, NRA argumentuje, że prawo do posiadania broni jest swobodą obywatelską, rzekomo bezwzględnie chronioną przez 2. poprawkę do konstytucji. Władza, która próbuje to prawo ograniczyć, jest władzą tyrańską, nie zasługującą na posłuszeństwo obywateli. 



Jak powiedział Charlton Heston (przez parę lat będący szefem NRA): "Oddam wam moją broń, kiedy wyrwiecie ją z moich zimnych, martwych rąk", from my cold, dead hands. NRA szybko zrobiło  z tego swój kolejny slogan, obok cytatu z 2. poprawki: 
The right of the people to keep and bear arms shall not be infringed.
Co jednak naprawdę mówi 2. poprawka?
A well-regulated militia being necessary to the security of a free State, the right of the people to keep and bear arms shall not be infringed.
Napisane przez James Madisona (późniejszego prezydenta) Bill of rights (czyli pierwsze 10 poprawek do konstytucji) miało być zabezpieczeniem przed zbytnią potęgą nowego, federalnego rządu. Gwarantowano w nich wolność wyznania, wolność słowa, nietykalność osobistą etc. Przede wszystkim obawiano się stałej armii, która w rękach władz mogła stać się narzędziem opresji.

Podobnie jak 3. poprawka, zabraniająca kwaterowania żołnierza w prywatnym domu obywatela,  2. poprawka wyraźnie odnosi się do kontekstu wojennego. Jak powiedział wybitny historyk Garry Wills: One does not bear arms against a rabbit - "nie nosi się broni do walki z królikami". Wraz z 2. poprawką zapisano w konstytucji prawo ludzi do samodzielnego tworzenia milicji obywatelskich - tylko tyle i aż tyle. Pomijając już to, że kiedy Madison pisał tę poprawkę, "arms" oznaczało muszkiet, który trzeba było ładować po każdym strzale, a nie broń automatyczną, pozwalającą w ciągu minuty zabić parę osób. 

Przez wiele dziesięcioleci nikt nie kwestionował tego. Taka czy inna forma kontroli dostępu do broni istniała we wszystkich stanach, podobnie jak zakaz posiadania ukrytej broni (nowego konceptu, od kiedy wymyślono rewolwer - proszę spróbować ukryć gdzieś muszkiet). Nawet na "Dzikim Zachodzie" miasteczka wymagały od nowoprzybyłych oddawania broni szeryfowi. Do lat 70. NRA popierało wszystkie federalne prawa dotyczące kontroli broni - nawet Gun Control Act z 1968 roku, który uchwalono po serii zabójstw politycznych: braci Kennedy, Malcolma X, Martina L. Kinga.


Dopiero, kiedy zaczął się zmierzch umiarkowanego konserwatyzmu, a Partia Republikańska zaczęłą przesuwać się na prawo, NRA z niszowego stowarzyszenia przekształciła się w potężną organizację polityczną i zaczęła promować interpretację wedle której 2. poprawka mówi o prawie każdego do noszenia broni, a nie o prawie ludzi do tworzenia milicji obywatelskiej w celu wspólnej obrony. Jak powiedział przewodniczący Sądu Najwyższego, Warren Burger (nominowany przez Nixona, zaznaczam), w 1991 roku powiedział bez ogródek, że nowa interpretacja: "to jedno z największych oszustw, powtarzam 'oszustw' dokonanych przez grupę specjalnych interesów, jakie widziałem w życiu"

Niestety, święcie wierzy w nie 3/4 Amerykanów i choć  po każdej masakrze, która ma miejsce gdzieś w Stanach (Columbine, Aurora, Virginia Tech, teraz Newtown) odsetek Amerykanów opowiadających się za surowszą kontrolą w tym względzie wzrasta o jakieś 10%, ale nigdy nie  na długo. Politycy obu parii zgodnie pochylają się zatem nad rodzinami ofiar, ale milczą w kwestii ograniczania dostępu do broni, bojąc się wpływów NRA, które przy tej okazji zawsze przywołują jeden ze swoich głupszych sloganów: Guns don't kill people, people kill people, "Broń nie zabija ludzi, to ludzie zabijają ludzi". Oby ci sami ludzie poszli po rozum do głowy.


PS: Póki co - wbrew prawicowej paranoi - Obama do tej pory w żaden sposób nie ograniczył prawa do posiadania broni (wręcz przeciwnie). 

1 komentarz:

  1. http://www.demotivationalposters.net/facebookview.php?id=120817

    OdpowiedzUsuń